19 marca 2013

Dwa tygodnie opowieści

Przez dwa tygodnie nie informowałam Was o moich postępach. To były ciężkie dwa tygodnie, a ten trwający obecnie nie jest wcale lepszy... Kończąca się umowa o pracę nie polepsza mojego humoru :/ Od miesiąca wysyłam CV, ale niestety nikt nie oddzwania... Chyba jednak muszę się przemóc i zacząć aplikować na przedstawiciela handlowego... Kto  pamięta te piękne czasy jak się wybierało kierunek studiów? kiedy wszyscy mówili, że jak się studia skończy to nie będzie problemu ze znalezieniem pracy? A wiecie co jest najlepsze? Że nie wysyłam CV zgodnie z moim wykształceniem - wysyłam CV na każde stanowisko na które jako kobieta mogę się nadać. Czyli są to ogłoszenia kuszące umową o pracę za 3000 zł brutto, ale i ogłoszenia gdzie mogę liczyć tylko na umowę śmieciową za 1000 zł na rękę.

Trochę Wam ponarzekałam, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Z natury jestem raczej optymistką i ciągle wierzę, że wszystko się dobrze ułoży - po prostu mam chwilową chandrę. A teraz zapraszam Was do przeczytania co nowego w mojej pielęgnacji włosowej :)


Jak widzicie mała zmiana w farbowaniu. Nigdy jeszcze nie mieszałam dwóch różnych kolorów henny, ale tym razem postanowiłam zaszaleć. Zmieszałam w stosunku 1:1 kolor nr 115 (czekolada) z kolorem 19 (czarna czekolada). Wyszedł bardzo fajny kolor pomiędzy czernią, a ciemnym ciepłym brązem. Niestety jak to bywa z Venitą po dwóch tygodniach farbowanie trzeba powtórzyć... Mam zamiar zrobić to w czwartek - wtedy też wrzucę zdjęcia włosów, wiec zobaczycie co to wyszło na moich lokach.

W sobotę zrobiłam SPA dla włosów. Zmieszałam maskę do włosów Ziaja Oliwkowa Pielęgnacja z kilkoma kroplami aloesu. Cieplutki kompres sprawił, że włosy były miękkie i pięknie się kręciły :)

W zeszłym tygodniu udało mi się nałożyć olej na włosy. Akurat miałam czwartek wolny więc trzymałam go cały dzień. Udało mi się również dopieścić włosy kolejną 30-minutową maską. Tym razem połączyłam maskę od Joanny Miód i Mleko z olejem kokosowym i masłem shea. Moje włosy kochają taką rozpustę! Są takie nawilżone, że mogłabym je cały czas dotykać :D

W sobotę zaczęłam 11 tydzień Body Revolution. Jest ciężko, ale do zrobienia. Czasami znajduję w internecie zdjęcia dziewczyn przed BR i po. Fantastyczne przemiany! Ja oczywiście schudłam,a moje mięśnie wreszcie wyszły z ukrycia (przynajmniej niektóre), ale do ich efektów jeszcze mi dużo brakuje. Prawdą jest, że nie wprowadziłam diety, którą Jillian nam proponuje. Nie opycham się fast foodami i słodyczami, ale od czasu do czasu zjem pizzę i wypiję wino. Przede wszystkim zaczęłam regularnie jadać. Już od września zeszłego roku postanowiłam jeść tylko o wyznaczonych porach.

Moje jedzonko w ciągu dnia wygląda następująco:
1. Godzina 7.00 - śniadanie w domu. Zazwyczaj jajecznica, omlet, parówki lub kanapka.
2. Godzina 10.00 - pierwsze śniadanie w pracy. Kanapka z chleba żytniego z dodatkiem sera, szynki, pomidora (co tam aktualnie mam w lodówce). Chlebek kupuję żytni w Biedrone Just Fit - bardzo mi smakuje.
3. Godzina 13.00 - drugie śniadanie w pracy. Dokładnie to samo co wyżej + jakiś owoc.
4. Godzina 17.15 - Obiad w domku.

Jeżeli chodzi o obiady - to jestem w posiadaniu męża, który nie wyobraża sobie obiadu bez mięsa. Właściwie to ja też nie wyobrażam sobie obiadku bez jakiego mięsiwa. Ale robię te obiady racjonalnie i oczywiście się nie opycham. I obowiązkowo jakaś suróweczka. 

Jeszcze nie ustaliłam planu ćwiczeniowego po zakończeniu Body Revolution, ale mam plan połączyć kilka różnych programów ćwiczeń od Jillian. Na pewno postaram się na bieżąco Was informować :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz