24 lipca 2014

Włosy w czerwcu

Ciąża to magiczny czas dla włosów - przynajmniej moich. Zrobiły się niesamowicie grube i gęste, przestały wypadać. Ale od razu zaznaczam, że przez cały ten okres 9 miesięcy dbałam o nie w dalszym ciągu bardzo starannie. 

Olejowałam włosy obowiązkowo raz w tygodniu. Najczęściej był to olej lniany. Często też dodawałam do niego sok z cytryny i żółtka. W dalszym ciągu nie pozwalałam sobie na życie suszarki i prostownicy częściej niż raz w miesiącu. Sądzę też, że do rewelacyjnej kondycji włosów duży wpływ miała moja dieta ciężarnej. Jak wiadomo kobiety w tym okresie muszą uważać na spożywane produkty. Chyba nigdy nie jadłam tyle warzyw i owoców co przez ciąże :) Zaczęłam również patrzeć na składy produktów eliminując te które miały najwięcej 'chemii'. 



 Włosy już praktycznie mi się nie kręcą ...:/ Ale za to mogę zaplatać sobie piękne warkocze, które w upały sprawdzają się idealnie :) Pozdrawiam :)



8 lipca 2014

Już po wszystkim :)

Wróciłam ! Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Chciałam się Wam pochwalić, że przeżyłam - ciąże i poród! Jestem taka szczęśliwa, że już jestem z córeczką w domu... :)

Od razu chcę zaznaczyć, że tematyka bloga zostaje niezmieniona - czyli będzie o tym: jak się mają włosy po ciąży oraz o zrzuceniu ciążowych kilogramów :) Siłą rzeczy o ćwiczeniach zacznę pisać po okresie połogu, ale mam nadzieję że do tego czasu pojawi się kilka włosowych postów (naiwnie liczę na to, że jednak włosy nie będą  mi wychodzić garściami...).

Moja Zuzia urodziła się 2 lipca o 22.52 i okazało się, że z obiecany 3400 g ma jednak... 3860 g! Oczywiście przy takiej wadze i wzrost ma słuszny czyli 60 cm. Od razu musiałam opróżnić szufladę z prawie połowy ubranek, bo okazały się za małe. Poród trwał 11 godzin od pierwszych skurczy. I tutaj informacja dla wszystkich dziewczyn, które panicznie boją się rodzić siłami naturami - nie jest tak źle. Wiem, że w necie jest pełno mrożących krew w żyłach opowieści o porodach, ale wierzcie mi - nie wszystkie porody tak strasznie wyglądają. Ponadto u mnie podstawą okazał się cudowna położna, która mówiła mi i mojemu mężowi co mamy robić, żeby mniej mnie bolało. Hitem oczywiście okazało się stanie pod prysznicem. Ponadto mi również bardzo pomogło robienie pełnych przysiadów przy drabinkach w czasie skurczy. I na koniec zdjęcie naszego maleńkiego cudu - na żywo wygląda tysiąc razy piękniej :) Pozdrawiam :)